Sergio Ramos uratował Real, remis na Camp Nou

Za nami El Clasico numer 233! W spotkaniu 14. kolejki La Liga FC Barcelona zremisowała na Camp Nou Realem Madryt 1:1. Mistrzowie Hiszpanii prowadzili od 53 minuty 1:0 po trafieniu Luisa Suareza, remis „Królewskim” w doliczonym czasie meczu uratował Sergio Ramos.

Rywalizacja na Camp Nou rozpoczęła się od kilka zdecydowanych ataków, po których piłkarze obu drużyn raz po raz padali na murawę. Jako pierwsza groźnie zaatakowała Barcelona, a celnie na bramkę gości uderzali Lionel Messi i Luis Suarez. W odpowiedzi groźnie zaatakował Real. W 37 minucie gry w pole karne gospodarzy wpadł rozpędzony Cristiano Ronaldo, który zdecydował się na mocne uderzenie z ostrego kąta, a z jego próbą poradził sobie Marc-Andre ter Stegen. Kilkadziesiąt sekund później znów groźnie zaatakowali „Królewscy” i znów przed szansą na zdobycie gola stanął Ronaldo, jednak i tym razem ze strzałem Portugalczyka poradził sobie bramkarz Barcelony.

Po zmianie stron śmielej zaatakowała Barcelona, co przyniosło rezultat w 53 minucie. Piłkę w pole karne z rzutu wolnego dośrodkował Neymar Jr, a Suarez mocnym strzałem głową dał Barcelonie prowadzenie. Chwilę później urugwajski napastnik stanął przed szansą na zdobycie kolejnej bramki, jednak tym razem szczęśliwie interweniował Keylor Navas. W 68 minucie balansem ciała rywala oszukał Neymar, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem „Królewskich”, jednak huknął ponad poprzeczką.

Osiem minut przed zakończeniem regulaminowego czasu gry gospodarze zmarnowali kolejną doskonałą sytuację do zdobycia gola. Wracający po kontuzji Andres Iniesta posłał świetne podanie w pole karne, a piłkę źle uderzył Messi. Tuż przed zakończeniem regulaminowego czasu gry po dośrodkowaniu z lewego skrzydła przed kolejną szansą stanął Ronaldo, jednak uderzenie CR7 na rzut rożny sparował Jordi Alba. W doliczonym czasie meczu niewykorzystane okazję zemściły się na Barcelonie. Z rzutu wolne w pole karne dośrodkował Luka Modrić, a Sergio Ramos strzałem głową doprowadził do wyrównania i klasyk zakończył się podziałem punktów.

FC Barcelona – Real Madryt 1:1 (0:0)

Luis Suarez 53 – Sergio Ramos 90

Piątka w Madrycie, Legia wraca z podniesioną głową

Na ten mecz czekała cała piłkarska Polska! W spotkaniu 3. kolejki Champions League Real Madryt pokonał przed własną publicznością Legię Warszawa 5:1. Mistrzowie Polski mimo wysokiej porażki pozostawili po sobie dobre wrażenie i mogą wrócić do stolicy z podniesioną głową.

Legia atakuje, Real strzela

Rywalizacja na Estadio Santiago Bernabeu dość niespodziewanie rozpoczęła się od ataków mistrza Polski. Najpierw z zza szesnastki w środek bramki uderzył Thibault Moulin, a kilka chwil później po wyjściu z szybkim kontratakiem przed szansą na zdobycie gola staną Vadis Odjidja-Ofoe, po którego strzale futbolówka trafiła w słupek. W odpowiedzi ustawiony na skrzydle Gareth Bale zszedł z piłką do środka i mocnym strzałem w długi róg dał „Królewskim” prowadzenie. Cztery minuty później gospodarze cieszyli się ze zdobycia drugiego gola. Do ofensywnej akcji podłączył się Marcelo, który zdecydował się na strzał piłkę niefortunnie odbił Tomasz Jodłowiec i Arkadiusz Malarz po raz drugi wyciągał piłkę z siatki.

Mimo utraty dwóch bramek Legia nie zamierzała się załamywać i ruszyła do ataku. Niespełna dwie minuty później w polu karnym Realu upadł Miroslav Radović, a prowadzący to spotkanie Ruddy Buquet wskazał na jedenasty metr. Futbolówkę na wapnie ustawił sobie Radović i z dużym spokojem zdobył pierwszego gola na Legii w obecnej edycji Ligi Mistrzów.

W kolejnych minutach do głosu dochodziła raz jedna, raz druga drużyna. Kolejne dobre okazję mieli Radović i Michał Kucharczyk, jednak to Real okazał się skuteczniejszy w ofensywie. W 37. minucie po akcji prawym skrzydłem piłkę w polu karnym przyjął sobie Cristiano Ronaldo, który przytomnie wycofał ją do tyłu, a nadbiegający Marco Asensio płaskim strzałem umieścił piłkę w siatce. W końcówce pierwszej części spotkania jeszcze jedną okazję po szybkim kontrataku miał Legia, jednak tym razem nieczysto w piłkę trafił Radović i Real oddalił zagrożenie.

„Królewscy” dobili zmęczonego mistrza Polski

Po zmianie stron gospodarze spokojnie regulowali tempo rozgrywanych przez siebie akcji i raz po raz groźnie atakowali na bramkę mistrza Polski, a dobre okazję do zdobycia gola mieli James Rodriguez i Karim Benzema. W 68. minucie dwaj rezerwowi wyszli z szybkim kontratakiem. Lewą stroną popędził Alvaro Morata, który precyzyjnie dośrodkował w pole karne, a zamykający akcję Lucas Vazquez wpakował piłkę do siatki. Nieco ożywienia w poczynania „Wojskowych” wnieśli rezerwowi, jednak triumfatorzy Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu spokojnie kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku i w końcówce ostatecznie dobił rywala, a na listę strzelców wpisał się Morata.

Real Madryt – Legia Warszawa 5:1 (3:1)

Gareth Bale 16, Tomasz Jodłowiec 20(s), Marco Asensio 37, Lucas Vazquez 68, Alvaro Morata 85 – Miroslav Radović

Remis w Szczecinie, Bartosz Śpiączka MVP

W spotkaniu 10. kolejki Ekstraklasy Pogoń Szczecin zremisował na stadionie im. Floriana Krygiera z Górnikiem Łęczna 1:1. Wynik spotkania otworzył Bartosz Śpiączka, po zmianie stron do wyrównania doprowadził Rafał Murawski.

Aktywny Bartosz Śpiączka, Górnik na prowadzeniu

Mecz w Szczecinie rozpoczął się od nieśmiałych ataków gości, a okazję do zdobycia bramki miał Grzegorz Piesio, z którego uderzeniem poradził sobie Adrian Henger. W odpowiedzi po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry głową uderzał Jarosław Fojut, a futbolówka po rykoszecie trafiła w słupek bramki gości. W odpowiedzi indywidualnych akcji próbował Grzegorz Bonin, jednak szybko okazało się, że popołudnie w Szczecinie nie będzie należało do pomocnika Górnika, głównie dlatego, że zdecydowanie lepiej prezentował się jego kolega Bartosz Śpiączka. To właśnie Śpiączka w końcówce pierwszej odsłony spotkania dał gościom prowadzenie.

Nieskuteczny Adam Gyurcso, remis w Szczecinie

Po zmianie stron Pogoń szybko doprowadziła do wyrównania, a na listę strzelców wpisał się doświadczony Rafał Murawski. W 62. minucie Górnik mógł ponownie wyjść na prowadzenie. Po przechwycie w środku pola prostopadłą piłkę na wolne pole zagrał Piesio, do futbolówki dopadł Śpiączka, jednak po minięciu bramkarza Pogoni nie zdołał uderzyć w światło bramki. Chwilę później z rzutu wolnego groźnie uderzył Leandro, a piłka po jego strzale przeszła minimalnie nad poprzeczką. Kilka minut później groźnym atakiem odpowiedziała Pogoń. Piłkę w środku stracił Bonin, w doskonałej okazję znalazł się Adam Gyurcso, ale lepszy od niego w pojedynku sam na sam okazał się Sergiusz Prusak, który dzielnie bronił bramki przyjezdnych z Łęcznej. Kilka minut później węgierski skrzydłowy stanął przed drugą okazją na zdobycie gola, jednak i tym razem nie znalazł drogi do bramki. Ostatecznie mecz dwóch drużyn z dolnej części tabeli zakończył się wynikiem 1:1.

Pogoń Szczecin – Górnik Łęczna 1:1 (0:1)

Rafał Murawski 50 – Bartosz Śpiączka 45

Grzegorz Bonin show, Górnik rozbił Koronę

W dziewiątej serii spotkań drugi w obecnym sezonie komplet punktów wywalczyli piłkarze Górnika Łęczna, którzy pokonali na Arenie Lublin drużynę Korony Kielce 4:0. Bohaterem spotkania został Grzegorz Bonin, który najpierw zdobył dwie piękne bramki, a następnie zaliczył asystę przy czwartym trafieniu Górnika.

Rywalizacja w Lublinie rozpoczęła się na dobre dopiero po upływie 20 minut. Wcześniej obie drużyny wyczekiwały na ruch przeciwnika i nikt nie kwapił się do zdecydowanych ataków. Jako pierwszy sygnał do ataku do Grzegorz Bonin, którego strzał lewą nogą o centymetry minął bramkę gości. Kilka chwil później w bardzo podobnej sytuacji Bonin zdecydował się na zagranie piłki prawą nogą, a jego dośrodkowanie zaskoczyło Macieja Gostomskiego i wpadło do siatki. W odpowiedzi dwie dobre okazję do zdobycia gola wypracowała sobie Korona, jednak to Górnik mógł się cieszyć ze zdobycia drugiej bramki. W 34. minucie futbolówkę dość przypadkowo przejął Bonin, który mocnym strzałem z ostrego kąta podwyższył wynik spotkania. Oszołomieni takim przebiegiem wydarzeń na boisku goście starali się jeszcze odpowiedzieć, a swoich szans szukali Sergei Pylypchuk i Łukasz Sekulski, jednak do przerwy wynik nie uległ już zmianie.

W drugiej połowie spotkania mający za sobą trzy zwycięstwa z rzędu goście mieli ruszyć do odrabiania stron, jednak zamiast tego bardzo szybko stracili trzeciego gola. W 55. minucie Szymon Drewniak posłał piłkę za linię obrony dopadł do niej Bartosz Śpiączka, który z dużym spokojem ponad interweniującym Gostomski wpakował piłkę do siatki. Rozochoceni takim obrotem spraw gospodarze ruszyli do kolejnych ataków, a swoje okazję mieli Śpiączka i Bonin. W 77. minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę za faul na Leandro zobaczył Nabil Aankour i goście musieli kończyć mecz w dziesiątkę. Na domiar złego kilka chwil później przytomnie w polu karnym zachował się Bonin, który spokojnie zagrał ją na jedenasty metr, a nabiegający z głębi pola Slaven Jurisa, płaskim strzałem zdobył swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie i ustalił wynik spotkania na 4:0.

Górnik Łęczna – Korona Kielce 4:0 (2:0)

Grzegorz Bonin 28, 34, Bartosz Śpiączka 55, Slaven Jurisa 82

Bayern Monachium rozbił FK Rostów

Bayern Monachium półfinalista poprzedniej edycji Champions League rozpoczął sezon 2016/2017 elitarnych rozgrywek od pewnego zwycięstwa. Mistrzowie Niemiec rozbili przed własną publicznością FK Rostów 5:0. Strzelanie w Monachium rozpoczął Robert Lewandowski, dwa trafienia dołożył Joshua Kimmich, a po jednym golu zdobyli Thomas Muller i Juan Bernat.

Rywalizacja w Monachium rozpoczęła się od spokojnych ataków gospodarzy, którzy starali się rozgrywać piłkę na połowie przeciwnika. Schowani za podwójną gardą wicemistrzowie Rosji próbowali odgryzać się szybkimi kontratakami i trzeba przyznać, że mieli dwie dobre okazję, aby zagrozić bramce gospodarzy, jednak w decydujących momentach zabrakło im nieco dokładności. W 21. minucie na zaskakujący strzał z rzutu wolnego zdecydował się Joshua Kimmich, a futbolówka po jego strzale nieznacznie minęła bramkę gości. Kilka chwil później Bayern wznowił grę z rzutu rożnego, w polu karnym faulowany był Robert Lewandowski, a sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Lewandowski ustawił sobie piłkę na wapnie i pewnym strzałem otworzył wynik spotkania. W końcówce pierwszej części spotkania kolejne okazję do zdobycia gola wypracował sobie Bayern. Najpierw bliski szczęścia był Arturo Vidal, a chwilę później na listę strzelców wpisał się Thomas Muller.

Po zmianie stron rozszalał się Kimmich, który w bardzo krótkim czasie zdobył dwa gole dla Bawarczyków. Kilka chwil później zza pola karnego potężnie huknął Vidal, a jego strzał z wielkim trudem odbił Soslan Dzhanaev. W kolejnych minutach „Bawarczycy” wyraźnie zwolnili tempo rozgrywania swoich akcji, a z dobrej strony w drużynie z Rostowa pokazał się wprowadzony po przerwie Moussa Doumbia, który kilkakrotnie dał się we znaki gospodarzom. W doliczonym czasie meczu mistrzowie Niemiec ostatecznie dobili rywala, a na listę strzelców wpisał się rezerwowy Juan Bernat.

Bayern Monachium – FK Rostów 5:0 (2:0)

Robert Lewandowski 28(k), Thomas Muller 45, Joshua Kimmich 53, 59, Juan Bernat 90