W spotkaniu 10. kolejki Ekstraklasy Śląsk Wrocław pokonał przed własną publicznością beniaminka z Łęcznej 2:1, bramkę na wagę zwycięstwa zdobył w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Sebastian Mila. Nieskuteczny Górnik na własne życzenie przegrał drugi wyjazdowy mecz z rzędu.

Górnik Łęczna nie wykorzystał swoich okazji i ostatecznie przegrał we Wrocławiu foto: PAP/Aleksander Koźmiński
Już pierwszy ofensywny wypad gości z Łęcznej mógł przynieść zdobycie gola. Świetnie na prawej stronie pokazał się Fedor Cernych, który płasko wstrzelił w pole bramkowe, piłkę przejął Patrik Mraz, a jego uderzenie barkiem odbił Piotr Celeban, dobijać próbował jeszcze Cernych, ale fatalnie się pomylił. W odpowiedzi swojej szansy w uderzeniach z dystansu szukali Robert Pich i Dudu Paraiba, ale ich strzały nie zagroziły bramce gości.
W 18. minucie gry fatalnie na własnej połowie zachował się Celeban, futbolówkę w prosty sposób zabrał mu Miroslav Bożok, który natychmiast ruszył w kierunku bramki Śląska, ale jego uderzenie nieznacznie minęło bramkę strzeżoną przez Mariusza Pawełka. W kolejnych minutach znacznie lepiej radzili sobie gospodarze, którzy największe zagrożenie stwarzali po stałych fragmentach gry, a swoje okazję mieli Flavio Paixao i Tomasz H0łota.
Po półgodzinie gry znów odważnie zaatakowali goście, a bliski szczęścia był Filip Burkhardt. Kilka chwil później na indywidualną akcję zdecydował się zdecydował się Cernych. Reprezentant Litwy mimo asysty czterech piłkarzy Śląska przedarł się przed pole karne, a jego strzał nad bramką przeniósł Pawełek. W końcówce pierwszej części spotkania przed kolejną szansą stanął beniaminek z Łęcznej. Po długim podaniu z własnej połowy futbolówkę przed polem karnym opanował Cernych, który odegrał do boku, a w doskonałej sytuacji znalazł się Bożok, który fatalnie przestrzelił. W odpowiedzi z rzutu wolnego dość niespodziewanie uderzył Sebastian Mila, a niepewnie interweniujący Sergiusz Prusak przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Czytaj dalej →