W pierwszym spotkaniu ostatniej fazy eliminacji Europa League Śląsk Wrocław przegrał przed własną publicznością z Hannoverem 3:4. Piłkarze Oresta Lenczyka pokazali charakter – do przerwy Śląsk przegrywał 1:3, a mimo to doprowadził do wyrównania, jednak ostatnie minuty przesądziły o zwycięstwie przedstawiciela Bundesligi.
Już w siódmej minucie prawym skrzydłem przyspieszył Cherundolo, Mraz się poślizgnął i ułatwił rywalowi podanie do Andreasena. Zawodnik Hannoveru pewnie pokonał Gikiewicza i otworzył rezultat spotkania. Raptem minutę później Śląsk za sprawą Sebastiana Mili był bliski doprowadzenia do wyrównania, ale świetnie zachował się w bramce Zieler.
W 25. minucie gracze Hannoveru podwyższyli prowadzenie. Akcja podobna do tej, dzięki której wyszli na prowadzenie, jednak tym razem przeprowadzona drugim skrzydłem. Pander zagrał do Schlaudraffa i było już 2:0.
Gracze Śląska mimo straty dwóch szybkich bramek ani myśleli się poddać i w 34. minucie zdobyli bramkę kontaktową. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Sebastiana Milę piłkę wybili defensorzy Hannoveru, a do niej dopadł Jodłowiec i nie dał żadnych szans golkiperowi rywali na udaną interwencję.
Raptem sześć minut później Stindl do spółki z Schlaudraffem przeprowadzili wspaniałą, bardzo szybką akcję i znów odskoczyli piłkarzom Śląska na dwie bramki. Mistrzowie Polski otrzymali przed przerwą spory cios, ale na drugą część meczu wyszli naprawdę naładowani energią i ruszyli do ataku.
Już trzy minuty po wznowieniu gry, ale sędzia niesłusznie uznał, że były piłkarz Podbeskidzia Bielsko-Biała był na pozycji spalonej. Co się odwlecze, to nie uciecze i w 54. minucie bramka Patejuka została już jednak uznana. Skrzydłowy Śląska rozpędził się na skrzydle, wbiegł w pole karne rywali i w sytuacji sam na sam z Zielerem pewnie trafił do siatki.