[ad] Empty ad slot (#1)!
Zarząd Zagłębia Lubin zdementował informację o zwolnieniu Pavela Hapala. „Miedziowi” poinformowali na oficjalnej stronie internetowej, że mimo nie powodzeń Czech pozostaje na stanowisku.
Franciszek Smuda nowym trenerem Zagłębia
Wtorkowy dziennik „Fakt” poinformował, że Hapal został już zwolniony. Jego miejsce miał zająć Franciszek Smuda i ratować sezon dla Miedziowych. Rewelacje gazety okazały się nieprawdziwe – na co kilka godzin później odpowiedział zarząd klubu z Lubina.
„W związku z pojawiającymi się doniesieniami medialnymi dotyczącymi rzekomo planowanej zmiany obsady stanowiska trenera pierwszej drużyny Zagłębia Lubin, zarząd spółki stanowczo dementuje te informacje.
Trener Pavel Hapal przygotowuje zespół do kolejnych meczów ligowych. Jednocześnie informujemy, że władze klubu w najbliższym czasie nie planują żadnych rozmów z kandydatami na stanowisko szkoleniowca pierwszej drużyny” – poinformował klub z Lubina.
Franciszek Smuda wraca do gry? Po zaskakującej porażce Zagłębia Lubin z Podbeskidziem Bielsko-Biała szefowie klubu z Dolnego Śląska postanowili zwolnić trenera Pavla Hapala. Według informacji gazety „Fakt” nowym trenerem Zagłębia ma zostać Smuda.
Według ustaleń gazety, były selekcjoner reprezentacji Polski już w niedzielę odbył pierwszą, nieformalną rozmowę z działaczami Zagłębia. W poniedziałek obie strony osiągnęły porozumienie w sprawie wynagrodzenia Smudy, który trenerem lubińskiej drużyny był już w swojej karierze dwukrotnie.
Niemal równolegle w jednym z hoteli na Dolnym Śląsku toczyły się rozmowy w sprawie rozwiązania umowy między klubem, a czeskim trenerem. Nie były to jednak szczególnie trudne negocjacje, biorąc pod uwagę, że przedłużony kilka miesięcy temu kontrakt z Hapalem gwarantował mu około 10 tysięcy euro miesięcznej pensji.
Prestiżowy magazyn „World Soccer” ogłosił swoje nominacje w kategoriach najlepszego piłkarza, szkoleniowca oraz zespołu 2012 roku. Wśród kandydatur nie ma większych niespodzianek.
W plebiscycie miesięcznika, który przed Euro 2012 wszedł na polski rynek znaleźli się m.in Lionel Messi, Cristiano Ronaldo i pukający do wielkiego futbolu Neymar.
Za niespodzianki można uznać nominację reprezentacji Meksyku i reprezentacji Zambii w kategorii najlepsza zespół świata 2012, w której znaleźli się oprócz tego mistrzowie najsilniejszych lig europejskich m.in Manchester City, Real Madryt, Juventus Turyn i Borussia Dortmund.
Niestety oprócz wyróżnienia dla mistrzów Niemiec w nominacjach ogłoszonych przez brytyjski magazyn zabrakło polskich akcentów.
Zwycięski remis na Wembley – mecz, który przeszedł do historii i zarazem największy sukces biało-czerwonych w starciach z reprezentacją Anglii. Remis 1:1 – dający nam awans do mistrzostwach świata 1974.
Reprezentacja Polski przyjechała do Londynu na pożarcie, pewni siebie Anglicy mieli się po nas przejechać. Wyzywani i prowokowani Polacy nie stracili ducha i walczyli jak o życie.
Od początku spotkania podopieczni legendarnego selekcjonera Alfa Ramseya zdecydowanie zaatakowali na bramkę reprezentacji Polski, ale dobrze dysponowany Jan Tomaszewski powstrzymywał kolejne ataki gospodarzy.
Po pierwszej połowie było 0:0. W 57. minucie spotkania Grzegorz Lato przejął piłkę, po czym pobiegł w kierunki bramki Petera Shiltona i podał do niekrytego Jana Domarskiego, który strzelił gola pod brzuchem angielskiego bramkarza.
Sześć minut później do wyrównania doprowadził Allan Clarke pewnie egzekwując rzut karny.
Przed nami kolejny odcinek z serii „Przeżyjmy to jeszcze raz”. Dziś przypomnimy sobie wydarzenia z czerwca 1973 roku. To właśnie wtedy reprezentacja Polski odniosła jedyne w historii zwycięstwo w starciu z Anglią.
6 czerwca stadion Śląski w Chorzowie wypełniony był po brzegi. Dla reprezentacji Polski starcie z Anglikami było meczem o wszystko.
Po porażce w pierwszym meczu eliminacji do mistrzostw świata 1974 z Walią reprezentacja pod wodzą Kazimierza Górskiego musiała wygrać. Ta sztuka udała się biało-czerwonym po raz pierwszy i jak się okazało po raz ostatni.
Peter Shilton musiał wyciągać piłkę z siatki po strzałach Roberta Gadochy i Włodzimierza Lubańskiego, który dobry występ przypłacił fatalną kontuzją kolana.
Przed nami kolejna odsłona cyklu przeżyjmy to jeszcze raz. Tym razem przenosimy się do marca 1999 roku i meczu Anglia – Polska na Wembley.
Eliminacje do Euro 2000 były dla Polski nie udane, ostatecznie rywalizację w grupie zakończyliśmy na 3. miejscu i walkę o miano najlepszej drużyny w Europie oglądaliśmy w telewizji.
Jednak przed meczem z Anglią byliśmy jak zwykle „mega” skoncentrowani i nastawieni na walkę od pierwszego do ostatniego gwizdka. Jak się okazało nadzieje biał0-czerwonych szybko rozwiał Paul Scholes.
Pomocnik Manchesteru United zaaplikował nam trzy bramki (druga została zdobyta ręką) i sprowadził nas na ziemię. Nie pomogła dobra postawa Adama Matyska i bramka Jerzego Brzęczka – Anglia po raz kolejny okazała się zbyt silna dla reprezentacji Polski.
Drugi odcinek serii „Przeżyjmy to jeszcze raz” – tym razem przypomnimy sobie starcie Anglia – Polska z października 1996 roku.
Dla reprezentacji Polski prowadzonej przez Antoniego Piechniczka był to pierwszy mecz w eliminacjach do mistrzostw świata Francja 1998, a zarazem pierwszy po 22. latach, w którym biało-czerwonym udało się zdobyć bramkę na Wembley.
Dokonał tego w 7. minucie spotkania Marek Citko. Występujący wtedy w barwach Widzewa Łódź pomocnik pokonał Davida Seamana płaskim strzałem z bliskiej odległości i w jednej chwili stał się znany w całej Polsce.
Niestety mimo udanego początku przegraliśmy to spotkanie za sprawą Alana Shearera. Angielski napastnik dwukrotnie pokonał Andrzeja Woźniaka i z Wembley wracaliśmy z niczym.
Już tylko tydzień pozostał do wyczekiwanego przez wszystkich meczu Polska – Anglia. Od dziś będziemy sobie wspólnie przypominać najciekawsze starcia odwiecznych rywali.
A zaczynamy wbrew wszelkiej chronologii od meczu w eliminacjach do mistrzostw świata w 2006 roku. W grupie 6. kwalifikacji do Mundialu w Niemczech reprezentacja Polski nie miała sobie równych wygrywając wszystkie mecze po za.. starciami z reprezentacją Anglii.
8 września 2004 roku biało-czerwoni wyszli na wypełniony po brzegi Stadion Śląski w Chorzowie z ogromnymi nadziejami, które po raz kolejny rozwiali Synowie Albionu – jednak tym razem pomógł im w tym nasz człowiek Arkadiusz Głowacki.
Mecz rozpoczął się od ataków przyjezdnych, a boss naszej kadry Paweł Janas tylko patrzył na to jak doskonale nad piłką panuje Grzegorz Rasiak – gdzie był wtedy Tomasz Frankowski nadal nie wiadomo.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=bejHbYJLwYA[/youtube]
W 36. minucie polskiego bramkarza pokonał Jermain Defoe – napastnik reprezentacji Anglii zatańczył sobie z naszymi defensorami, którzy tylko patrzyli na to co zrobi zawodnik gości.
Kilka chwil po przerwie Polska doprowadził do remisu. Kamil Kosowski kapitalnym podaniem obsłużył Macieja Żurawskiego, a ten mierzonym uderzeniem umieścił piłkę w siatce.
W 58. minucie Ashley Cole dośrodkował z lewego skrzydła, a interweniujący wślizgiem Głowacki wpakował piłkę do własnej bramki. Jednak były „wiślak” nie poprzestał i zakończył swój udział w meczu z Anglią z czerwoną kartką na koncie.