[ad] Empty ad slot (#1)!

Goszczący na stadionie Anfield Fulham odniósł historyczne zwycięstwo 0:1 nad Liverpool FC. Dla Reds oznacza to pogorszenie i tak niezachwycającego bilansu meczy na własnym terenie.

Zespół Fulham jeszcze nigdy wcześniej nie wygrał z Liverpoolem na stadionie Anfield, więc jest to dodatkowy powód do radości. Nie licząc, rzecz jasna, kompletu punktów za mecz. Fulham ma obecnie tyle samo punktów co 8. Liverpool (49), jednak nie ma dość korzystnego bilansu meczy, by zająć miejsce The Reds. Dla drużyny Martina Jola szykuje się najlepsze zakończenie sezonu w historii, choć zakłady sportowe nie dawały na to dużych szans.

 

 

Wygrana Fulham jest sporym zaskoczeniem, ponieważ gospodarze stwarzali sie wiele okazji do strzelenia gola. Blisko byli m. in. Jonjo Shelvey, Maxi Rodriguez i Andy Carroll, ale żadnemu z nich udało się wstrzelić piłki w bramkę gości. Cottagers popisali się bramką już w 5. minucie meczu. Akcję zapoczątkował wrzutką z lewej strony John Arne Riise. Alexander Kačaniklić nie strzelił czysto, ale poratował go w tej sytuacji Martin Škrtel. Piłka odbiła się od niego, a Doni spóźnił się z interwencją.

Przez kolejne dziesięć minut Liverpool atakował, ale punktacja pozostawała niezmieniona. Tymczasem w 15. minucie tylko interwencja Doniego uratowała Liverpool przed stratą kolejnej bramki. Później okazję miał Pavel Pogrebniak, ale ponownie czujnością popisał się Doni. Liverpool miał dobrą okazję w 24. minucie, ale Dirk Kuyt oddał minimalnie niecelny strzał. W 36. minucie, po rzucie rożnym, piłkę do Maxiego Rodrigueza odegrał Caroll, jednak Argentyńczyk przeniósł piłkę nad poprzeczką. Do końca pierwszej połowy wynik się nie zmienił.

Druga połowa rozpoczęła się od niecelnego strzału Shelvey’a. W 58. minucie akcję Maxiego przerwał Brede Hangeland. Pięć minut później ponownie zrobiło się groźnie, gdy uderzył Kerim Frey. Jego strzał był jednak niecelny. Liverpool mógł się za to zrewanżować, kiedy w ładną akcją wyszedł w 70. minucie Caroll. Niewiele brakowało, by oddał strzał, ale przeszkodziła mu w tym obrona Fulham.

Kenny Dalglish próbował jeszcze ratować sytuację zmianami, m. in. zastąpieniem Kuyta Raheemem Sterlingiem w 76. minucie, ale nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu. Tymczasem, im bliżej końca, tym bardzie goście zaczęli wierzyć w wygraną. Kapitalny strzał oddał w 78. minucie Clint Dempsey, ale Doni ponownie zachwycił.

Liverpool coraz bardziej się męczył, a ostatnią realną okazją był strzał z 94. minuty Shelvey’a. Niestety, o wiele ponad poprzeczką. Raczej nijakie spotkanie zakończyło się wygraną Fulham, a Liverpool nie wywalczył niczego. Wprawdzie The Reds grali w większości drugim składem, ale nie tłumaczy to wielu zmarnowanych okazji. W sobotę Liverpool zagra z Chelsea w finale Pucharu Anglii. Bukmacherskie zakłady sportowe dają nieznaczną przewagę Chelsea.

 

Liverpool FC – Fulham FC 0:1 (0:1)

Skrtel 5(s)

 

Skrót meczu:

[dailymotion]http://www.dailymotion.com/video/xqjh7r_skrot-meczu-liverpool-0-fulham-1_sport[/dailymotion]
JW Promotion Agencja marketingu sportowego zajmuje się organizacją eventów związanych z branżą sportową.